O pasji do biznesu i sportu oraz o tym, że warto jest walczyć o własne i drużynowe marzenia. Oraz o tym jak wiele dróg prowadzi do realizacji własnych postanowień i realizacji zamierzonych celów. Zapraszamy do wywiadu z Szymonem Wesołowskim, który był naszym prelegentem, a który obecnie z powodzeniem rozwija swoją firmę oraz odnosi sportowe sukcesy.

13336015_1293461170681358_1448049252086408260_n

 

Jesteś znany z tego, że posiadasz wiele pasji. Jednak obecnie wyróżniasz się głównie na tle sportowym. Jak określiłbyś to czym obecnie się zajmujesz?

Zarządzanie klubami sportowymi oraz trenowanie grup młodzieżowych i seniorskich w zakresie piłki nożnej halowej, piaskowej i piłce nożnej 6-osobowej. Organizowanie eventów i outsourcing.

Mógłbyś wymienić kilka najważniejszych sukcesów, zdarzeń, które wpłynęły silnie na Twój rozwój?

Najważniejszym zdarzeniem była potrzeba prędkiego wzięcia sprawy własnego życia w swoje ręce. Pominięcie okresu „młodzieńczego buntu”. Prędkie wejście w mentalność dorosłego człowieka.

A skąd tak duża pasja do piłki nożnej?

Wbrew pozorom nie jest to długa pasja. Piłką zajmuję się nazwijmy to „na poważnie” od 2013 roku, więc to dość świeża sprawa. Nie jest to również typowa „miłość mężczyzny do piłki nożnej”, bo przykładowo piłka nożna 11-osobowa mnie nie interesuje. Jedynie oglądam mecze klubu, któremu kibicuję oraz Reprezentacji Polski (śmiech). Poprawnie powiedziałbym: moją pasją piłkarską jest futsal, minifutbol i beach soccer.

To dlaczego podjąłeś się reaktywacji klubu piłkarskiego Walka, który jest przedstawicielem piłki nożnej 11-osobowej i ma swoją bogatą historię?

Mam potężny sentyment do klubu z osiedla, na którym się wychowałem i do tego jako trampkarz w 2000 roku pod wodzą trenera Poloczka kopałem w „Walce”. Zanim Walka upadła całkowicie próbowałem już oferować swoją pomoc ówczesnym włodarzom klubu, ale bezskutecznie. Po wycofaniu się „Walki” Makoszowy postanowiliśmy z grupą kilkunastu osób odbudować dobre imię najstarszego klubu w Zabrzu i w chwili obecnej realizujemy nasz plan „naprawczy”.

14169507_1733298123557558_522226681_n

W jaki sposób rozwijasz swoje pasje? Jak wykorzystujesz je w życiu zawodowym?

Głównie jeżdżę w różne części Polski i obserwuję pracę dobrych trenerów, od których czerpie wiedzę. Dodatkowo odbywam kursy i uczestniczę w kursokonferencjach dla trenerów, gdzie nabytą wiedzę przekładam na treningi z drużynami, w których pracuję.

A jakie plany posiadasz na przyszłość, tzn. w którym miejscu widzisz się za kilka lat?

Marzeniem każdego trenera jest możliwość prowadzenia lub współprowadzenia kadry narodowej. Pracuje na kilku płaszczyznach piłki nożnej, więc głęboko wierzę w to, że uda się spełnić ten W moim życiu wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie, więc nie wybiegam wybitnie w przód.

Myślę,że warto byłoby naszym czytelnikom przybliżyć historię klubu Walka. Mógłbyś o niej opowiedzieć pokrótce, albo odesłać do ciekawych materiałów z nią związanych?

„Walka” powstała w 1922 roku. Po wielu perypetiach przez te prawie 95 lat wierzę, że dzięki naszej ciężkiej pracy wszystko się ustabilizuje i klub, który zasługuje na wyższą klasę rozgrywkową tam się znajdzie, a co za tym idzie będzie rozwijał się w odpowiednim tempie. Ciekawostką jest, że w 2008 roku „Walka” była klubem filialnym Górnika Zabrze.

Powstała również karta klubu. Myślę, że to ciekawy projekt. W jaki sposób można przyłączyć się do akcji i dlaczego jest ona tak ważna?

Jak wspomniałem klub istnieje kilkadziesiąt lat. Ma wielu zwolenników w rożnych krańcach Polski i za granicami naszego kraju. Wielu z nich chce wesprzeć nasze działania i to z myślą o Nich stworzyliśmy program lojalnościowy. Dla nas jest on o tyle ważny, że pozwala na bieżąco zasilać budżet, który jest uszczuplany z każdym dniem działalności klubu. Przyłączyć się do akcji można wysyłając do nas maila na sekretariat@walkazabrze.pl sygnalizując chęć przyłączenia się do programu. Odpiszemy ze wskazówkami następnych kroków odnośnie uzyskania karty.

14194432_1733312713556099_397745524_n

Jak opisałbyś swoją drogę od pasji do biznesu?

Kilka miesięcy temu uczestniczyłem w bardzo ciekawym evencie, Dialog Możliwości, i myślę, że tytuł mojej prezentacji idealnie odzwierciedli odpowiedź na Twoje pytanie. Brzmiał on „Od zera do bohatera [dla samego siebie]”. Krótko go wyjaśniając powiem, że z wielkiego dna udało mi się wyjść na życie w przyzwoitych warunkach.

Jak wygląda od środka rola managera sportowego?

Dobrze, że dodałeś słowa „od środka”, bo wielu ludzi nie zdaje sobie sprawy jak to ciężka i wymagająca praca. Poświęcasz jej niezliczoną ilość czasu. Jestem świeżo po urlopie i nawet na nim analizowałem rynek cały czas poszukując nowych rozwiązań dla klubów, z którymi współpracuję. Dużą rolę odgrywają również spotkania z wieloma wpływowymi ludźmi i tymi, którzy mogą coś wnieść w Twoją „karierę” managera sportowego. Myślę, że to podobnie jak trenowanie i granie dla piłkarzy tak manager sportowy to styl życia. Dla drugiej połówki jest to pewnie bardzo uciążliwe, że ciągle cię nie ma i sprawia, że wynika z tego powodu wiele konfliktów. Jednak jeżeli trafisz na odpowiednią kobietę to możesz w stu procentach skoncentrować się na rozwijaniu swoich umiejętności managerskich. Rola kobiety jest naprawdę duża, ale to chyba nie tylko w tej branży (śmiech).

12717860_1644453825775322_7299169296359111798_n

Czyli spotykasz na swojej drodze kariery wiele ciekawych osób. Czy któreś z nich w jakiś specjalny sposób zapadły Ci w pamięci?

Jest ich mnóstwo! W piłkę nożną wprowadził mnie Robert Gąsior zarażając mnie swoim temperamentem przy linii. W futsal wprowadził mnie Krzysiek Nos i to chyba najważniejsza dla mnie postać, jeżeli chodzi o moją przygodę z piłką. Do świata beach soccera wprowadził mnie Dawid Burzawa, a w minifutbolu dużym autorytetem jest dla mnie Klaudiusz Hirsch. W ostatnich miesiącach duże „wotum zaufania” dał mi prezes futsalowego Piasta Gliwice, Jarosław Jenczmionka, za co jestem wdzięczny. Sporo jest również osób pobocznych, których nie jestem w stanie wyliczyć, ale jestem im równie wdzięczny jak tym wymienionym.

Czego obecnie najbardziej brakuje Ci na naszym lokalnym rynku?

Na tym najbardziej lokalnym rynku, czyli w Zabrzu, brakuje mi hali, na której mógłbym rozwijać futsal w lokalnej młodzieży, czy chociażby w mojej seniorskiej drużynie „10ki”. Jak wiesz jestem pionierem tej odmiany piłki nożnej w Zabrzu, a nie mogę fizycznie jej tu rozwijać. Jest to przykre i bardzo frustrujące. Biorąc pod uwagę śląski rynek to brakuje mi normalnego i sensownego podejścia u prezesów niektórych klubów. Wielu z nich jest bardzo ograniczonych na swoje przekonania i wymyślone przez siebie treści, co sprawia, że futsal rozwija się wolniej.

A zauważasz trend, który wskazuje, że coraz więcej jest osób przedsiębiorczych, takich jak Ty?

Nie mi oceniać, czy jestem przedsiębiorczy. Jednak uważam, że między byciem przedsiębiorczym, a osobą, która ciągnie kilka srok za ogon to bardzo cienka granica, którą chyba nawet mi zdarza się przekraczać. Chciałbym na to uczulić młodych przedsiębiorców. Zauważam jednak, że sporo osób dość wcześnie decyduje się na własną działalność gospodarczą. To dobrze i trzymam za nich kciuki. Ale większość z nich nie zdaje sobie jednak sprawy, że to naprawdę ciężki kawałek chleba. Sporo osób działa bardzo impulsywnie – „chcę fime i sobie ją otworzę!”, bez prostej chociażby analizy SWOT.

Myślisz, że jesteśmy gotowi jako przedsiębiorcy na pewne zmiany np. w podejściu do klienta, zarządzania projektami?

Myślę, że tak. Żyjemy w korzystnych czasach dla własnego rozwoju. Nie musimy jeździć setki kilometrów przez cały kraj, aby się czegoś dowiedzieć, czy nauczyć. Wystarczy wejść w internet i na wiele pytań uzyskamy odpowiedzi, które powinniśmy mimo wszystko filtrować jeszcze zanim wyciągniemy wnioski. O tym niestety wielu z nas zapomina.

Łączysz z sukcesami pasje z biznesem. Pamiętasz początek swojej drogi zawodowej? Ona zawsze była powiązana z tym co lubiłeś robić?

Moje curriculum vitae niegdyś w gastronomii, teraz w sporcie jest bardzo obszerne co czasem było problematyczne przy poszukiwaniu pracy. To potwierdzenie tego, że zawsze robiłem to co lubiłem i bardzo nie lubiłem się denerwować w pracy, czy użerać z „szefami”. Summa summarum skończyło się na tym, że otworzyłem własną „korporację”, w której realizuje się na każdej płaszczyźnie, która sprawia mi przyjemność – organizacja eventów, manager sportowy, czy szeroko rozumiany outsourcing.

Taka pielęgnacja poprzez rozwój osobisty i zawodowy swoich pasji…

Dokładnie!

Budując tym samym silną markę?

Mam nadzieję, że „Wesołowski Corporation”, które stworzyłem będzie marką rozpoznawalną w tych dziedzinach, w których działam. Zdaje sobie jednak sprawę, że przez znaczne poświecenie się outsourcingowi i byciu managerem sportowym, sprawiło, że moja pasja do gastronomii została znacznie wygaszona. Mam nadzieję, że nie bezpowrotnie.

Jakimi wartościami kierujesz się w swoich działaniach zawodowych?

Trudne pytanie, bo nie są to stałe wartości. Często zmieniają się one w zależności od sytuacji, czy problemu z którym się muszę zmierzyć. Kiedyś miałem sztywne zasady, nie do ruszenia! Teraz się to zmieniło i potrafię być dość uniwersalny, będąc przy tym oczywiście prawdziwy.

12742806_1650301985190506_3192933016285455944_n

 

To teraz dla równowagi. Co uważasz za swoją największą porażkę związaną z prowadzeniem biznesu?

Może to zabrzmi bardzo przyziemnie, ale za duży błąd uważam zaangażowanie brata do działań biznesowych przy jednym z projektów. Przez to straciłem z nim bardzo dobry kontakt, który posiadałem. To jedyny członek mojej rodziny, z którym miałem dobry kontakt, a niestety się on utracił. Zasada „w interesach nie ma przyjaciół” i „żeby nie angażować rodziny” sprawdziła się. Chociaż? Teraz przy projekcie wspomnianej „Walki” brat mocno się zaangażował w temat, czym bardzo zyskał w moich oczach. eżeli chodzi o kwestie stricte biznesowe to staram się działać tak, by niczego nie żałować i póki co się to udaje. Miałem oczywiście kilka nietrafionych inwestycji, ale uważam to za skutek uboczny prowadzenia działalności gospodarczej i nie ma sensu się na tym rozczulać.

Czyli nie zawsze każdy sposób na gaszenie ognia jest dobry, ale nigdy nie należy się przejmować porażkami.

Dokładnie. Szkoda czasu na przejmowanie się porażkami, ale warto analizować ich powody i wyciągać z nich odpowiednie wnioski. To pozwoli nam na uniknięcie podobnych porażek.

A jakie rady dałbyś osobom, które szukają swojej ścieżki zawodowej?

Nie czuje się autorytetem do działań, bo sam uczyłem się na swoich błędach wynikających z mojego ciężkiego charakteru. Każda z osób, które szukają wspomnianej ścieżki zawodowej niech idą za własnym głosem. Nie warto słuchać bzdur mówiących „ten kierunek jest na topie, trzeba w niego iść”. Jeżeli ktoś chce być nastawiony na zysk, a nie ma kapitału na inwestycję, która może okazać się nie trafiona to polecam nie wymyślać nowych rzeczy, a skoncentrować się nad udoskonaleniem czegoś co już jest na rynku i w tym kierunku działać. Dla przykładu „Otworzę ekskluzywną restaurację w Zabrzu, bo takiej nie ma, a nie otworze salonu fryzjerskiego bo jest ich mnóstwo w mieście”. Uważam to za błędne myślenie.

Skąd czerpiesz motywację do aktywnego działania?

Wydarzenia, które miały miejsce w moim życiu są wyjątkowym motorem napędowym. Mnie nie trzeba motywować. Bardziej trzeba studzić moje zapędy do tworzenia kolejnych projektów lub innowacyjnych pomysłów na rozwój obecnych.

Czym dla Ciebie jest dialog, a czym są możliwości?

Dialog to wymiana poglądów, doświadczeń. Możliwości są dla mnie czymś nieskończonym. Uważam, że przy odrobinie chęci możemy swoje możliwości poszerzyć do niewyobrażalnych dla nas samych horyzontów.

 

Rozmawiał Dariusz Jaszcz